19. Gdyńska Nagroda Dramaturgiczna. Finał.
Laureatką 19. Gdyńskiej Nagrody Dramaturgicznej została Malina Prześluga, za „Ślepą plamkę”
JAN BOŃCZA SZABŁOWSKI:
Klara Zachanassian pokazuje ludziom, jak łatwo można ich kupić, jak szybko odchodzą od swoich ideałów. Myślę, że dla pani, tak mocno zaangażowanej w sprawy „Solidarności” na Wybrzeżu, tak refleksja musi być szczególnie gorzka?
HALINA WINIARSKA:
Sztuka była aktualna wiele lat temu i taka pozostaje do dzisiaj. Może nawet teraz jeszcze bardziej, bo w naszej rzeczywistości pokusy zdarzają się coraz częściej i uleganie im dowodzi, jak bardzo jesteśmy słabi. Postać Klary nosi w sobie wiele zagadek. Przekonaliśmy się o tym podczas prób. Friedrich Dürrenmatt napisał, że aktorowi wystarczy zewnętrzna skóra w postaci tekstu. Otóż mnie nie wystarcza. Napisał też, że Klara gra po prostu najbogatszą kobietę świata. Cóż robić, kiedy mnie najbogatsza kobieta świata kojarzy się z kawiorem. A chyba nie o to chodzi… Dalej dowodził, że „ona ani nie personifikuje sprawiedliwości, ani planu Marchala, ani Apokalipsy, że ma dystans do siebie, do świata, do ludzi, że traktuje ich przedmiotowo”. Na szczęście wraz z reżyserem Jackiem Bunschem uznaliśmy, że nie wszystkie sugestie autora będziemy brać pod uwagę.
JAN BOŃCZA SZABŁOWSKI:
Kiedy grała pani Bernardę Alba, uważano, że jest ona głosem przeciwko zakłamanej rzeczywistości. Czy w podobny sposób można by powiedzieć o Klarze?
HALINA WINIARSKA:
Klara bardzo precyzyjnie nakreśliła plan działania i realizowania go z podziwu godną konsekwencją. Udowodniła ludziom, że są marionetkami w jej ręku. Można, oczywiście, powiedzieć, że jest osobą mściwą, ja jednak wolałabym użyć słowa – okrutną. Jestem też przekonana, że swego dawnego mężczyznę darzyła naprawdę wielką miłością. Ostania scena w Konradowym Lesie świadczy o tym bardzo wyraźnie.
JAN BOŃCZA SZABŁOWSKI:
Miłość Klary wydaje się uczuciem nieodwzajemnionym, a jak jest z pani miłością do teatru?
HALINA WINIARSKA:
To uczucie zawsze było odwzajemnione. Czuję się absolutnie aktorką spełnioną. Nie mam powodu sądzić, że jakaś wymarzona rola mnie ominęła. No, może z wyjątkiem Rollisonowej w „Dziadach”, ale i to przyjęłam ze spokojem. Od pewnego czasu wytworzyłam w sobie zdrowy dystans do teatru i myślę, że dobrze się z tym czuję.
JAN BOŃCZA SZABŁOWSKI:
Decyzja odejścia z Teatru Wybrzeże, z którym jest pani od lat kojarzona, musiała być jednak trudna…
HALINA WINIARSKA:
Mnie ten teatr po prostu przestał interesować. Po bardzo obiecującym początku, dwóch premierach, wszystko zaczęło iść w dość dziwnym kierunku. To zresztą nie dotyczy tylko „Wybrzeża”.
JAN BOŃCZA SZABŁOWSKI:
A jednak udało się panią namówić na gościnny występ w Teatrze Miejskim w Gdyni i rolę Klary Zachanassian.
HALINA WINIARSKA:
Miałam sporo wątpliwości, ale kiedy weszłam do tego zespołu, przypomniały mi się dawne lata. Poczułam niezwykłą atmosferę, na każdym kroku życzliwość i serdeczność. Spędzamy sporo czasu na dyskusjach, nikt nigdzie się nie spieszy. To miejsce stało się enklawą, w której indywidualne interesy nie zaburzają rytmu pracy. Tu naprawdę panuje magia teatru.
JAN BOŃCZA SZABŁOWSKI:
I pani mówi, że może obyć się bez teatru…
Laureatką 19. Gdyńskiej Nagrody Dramaturgicznej została Malina Prześluga, za „Ślepą plamkę”
Powstaje Koalicja Teatrów na rzecz Polskiej Dramaturgii. Osiem teatrów łączy siły, by wspierać współczesnych dramatopisarzy
Laureatami tegorocznych nagród zostali Mateusz Kaliński i Magdalena Ożarowska.